Kilka dni temu wróciłem z kolejnych zawodów Eurotour w kategorii F3L, które odbyły się w na lotnisku modelarskim w Blankenburgu. Na starcie stanęło 53 zawodników. W tym roku sami mężczyźni. Zawodnicy zostali podzieleni na zespoły. Ja wcześniej zostałem zaproszony do zespołu „Wilde Geier”- (wolne tłumaczenie: Dzikie Jastrzębie).
W piątek po południu odbył się trening.

Loty konkursowe rozpoczęliśmy w sobotę. Bardzo silny wiatr, zimno i mżawka utrudniały walkę. Ponieważ mój pierwszy lot był w czwartej grupie, miałem czas poobserwować loty przeciwników. Cała pierwsza kolejka to wiszenie w powietrzu pod wiatr. Nikt nie krążył. Zadanie polegało na znalezieniu takiego miejsca i takiego kombinowania z balastem aby opadanie było najmniejsze.




Około godziny 13 zaczęło przez chmury przezierać słońce i powietrze zaczęło lepiej pracować. Wreszcie można było złapać coś konkretnego i pokrążyć do stratosfery. Łapanie kominów odbywało się tylko na zawietrznej. Kto zrobił wysokość ten wrócił, kto nie wywindował się dostatecznie ten spadał na przedpolu z zerkiem za lot. Loty zakończyliśmy po 5 rundzie. Wieczorem zmęczeni ale nalatani relaksowaliśmy się przy grillu i piwku z lokalnego browaru. W tym roku nie mieszkałem na lotnisku bo udział w zawodach był częścią mojego urlopu i z żoną mieszkaliśmy w malowniczej miejscowości Wernigerode. Wieczorem musiałem wykonać niezbędne remonty modeli aby być gotowym do lotów w niedzielę.
Niedziela zaczęła się dla mnie nerwowo bo było trochę opóźnienia z oddaniem kluczy, po drodze też coś poszło nie tak i na lotnisko wpadłem z wywalonym jęzorem. Startowałem w pierwszej grupie. Nim osiągnąłem „gotowość bojową” ruszył czas startowy. Z lekkim spóźnieniem wystartowałem całkiem wysoko ale nic nie znalazłem. Na domiar złego lądowałem na polu poza strefą lądowań. Kolejny restart. Nic nie złapałem, lądowanie fatalne. Kolejny restart w którym nie miałem szans na poprawę czasu ale mogłem poprawić lądowanie. Kolejne loty były już ok. Znajdowałem termikę, odchodziłem z nią sakramencko daleko ale dzięki balastowaniu zawsze dawałem radę wrócić. W niedzielę rozegraliśmy trzy kolejki.
Finały w tym roku były osobne dla juniorów i seniorów.
Juniorów było 4. Po starcie wszyscy wpakowali się w jeden komin i wiadomo było, że o wyniku zadecyduje precyzja w rozegraniu czasu i lądowanie.
Drugi lot podobnie. Wygrał mój faworyt Luis Benedixen, któremu obiecałem, że będę mocno trzymał za niego kciuki. Widać jest coś w F3L co wyszło mi perfekcyjnie. Nad resztą cały czas pracuję.

W finałach seniorów wystartowało 8 zawodników. Pierwszy lot – wszyscy w tym samym kominie. Emocje zaczęły się gdy Robert Gramz przestał widzieć swój model. Ładnych kilkanaście sekund trwało przerażenie na twarzy a potem ulga. Robert zaczął robić pętle aby zobaczyć błysk słońca na skrzydłach i to go uratowało. Jednak nerwy nie pozwoliły mu precyzyjnie wylądować. Druga kolejka podobnie lecz nie wszyscy się załapali ten sam komin. Kilku zawodników restartowało i znalazło inne noszenie. Ostatecznie rywalizację wygrał Henri Sander drugie miejsce ex aequo zajęli Słowacy: Jan Littva i Karol Chyba.
Podsumowując były to bardzo trudne zawody. Klasyfikacja zupełnie inna niż rok wcześniej. Zeszłoroczni zwycięzcy zajęli miejsca 9, 10 i 16.

Moja pozycja się podniosła o kilka miejsc z 42 na 39 natomiast wynik procentowy wzrósł z 69,65% do 82,87%. Widać progres jest, czyli założenia treningowe są prawidłowe. Bardzo dobrze spisała się DoloRES 4, która dzięki smukłym skrzydłom wyraźnie lepiej radziła sobie z wiatrem. Dodatkowo komory balastowe w skrzydłach ułatwiały szybkie zmiany balastowania. Jeśli idzie o modele, którymi latali koledzy to nie zmieniło się nic poza kilkoma Apexami, które w zeszłym roku miały debiut tu w Blankenburgu. Obecny był też jeden egzemplarz RESonate ale niczym się nie wyróżnił.

Czego mi brakło najbardziej? Mojego aeroklubowego zespołu!!! Wiem, ze gdyby chłopacy byli ze mną, to wiele przećwiczonych przez nas scenariuszy przebiegłoby o wiele sprawniej i udałoby się urwać parę punktów więcej. Mamy też ustaloną, jednolitą komunikację, której tu w obcojęzycznym środowisku bardzo mi brakowało.
Pełen wrażeń i nowych doświadczeń szykuję się do kolejnych zawodów za rok.
